Koniec brexitowowego chaosu? Wszystko popsuć mogą

Autor: Emigrant w UK 7 Maj 2019, 00:33

Koniec brexitowowego chaosu? Wszystko popsuć mogą

Dwie największe partie "w 99 procentach" uzgodniły wspólne rozwiązanie brexitowego impasu. To może zakończyć brytyjskie peypetie z wychodzeniem z UE. Ale wcale nie musi, bo coraz większą popularność zyskuje idea ponownego referendum. Sondaż za sondażem pokazuje, że Brytyjczycy są kompletnie zmęczeni brexitem. Nadzieję na ukrócenie ich mąk dał w poniedziałek nowy brytyjski minister ds. rozwoju międzynardowego Rory Stewart. Polityk oznajmił, że trwające od ponad tygodnia rozmowy między rządzącymi konserwatystami i opozycyjną Partią Pracy są bliskie końca, a ponadpartyjne porozumienie jest gotowe w 99 procentach. Dzięki przeciekom znana jest też treść potencjalnego porozumienia. Jak poinformował dziennik "The Times", w ramach umowy Partia Pracy miałaby poprzeć umowę brexitową wynegocjowaną przez rząd May, a Wielka Brytania pozostałaby w unii celnej z UE do wyborów parlamentarnych w 2022. I to właśnie te wybory miałyby zdecydować o przyszłych relacjach Zjednocznego Królestwa z Unią. Teoretycznie, dobicie targu powinno zakończyć brexitowy dramat przynajmniej na najbliższe lata. Głosy opozycji powinny wystarczyć do przepchnięcia umowy przez parlament i sprawić, że brexit stanie się faktem. Problem w tym, że jeśli chodzi o brexit, nic w Wielkiej Brytanii nie jest proste. Torysi nie przetrwają brexitu? Jak przestrzega tabloid "Daily Express", rozmowy mogą popsuć "sabotażyści" z obydwu partii. Partyjne "doły" burzą się przeciwko rozmowom liderów. Torysi uważają, że brexit w tej formie będzie zbyt miękki. Labourzyści - że zbyt twardy. Dlatego na "sabotażystów" nie trzeba było długo czekać. Jak doniósł "Guardian", większość posłów Partii Pracy nie zamierza głosować za ratyfikacją brexitu, jeśli częścią porozumienia nie będzie zorganizowanie drugiego referendum. "Myślałem, że to oczywiste. Już wcześniej mówiłem, że naszym wymogiem jest potwierdzenie głosowania poprzez referendum" - stwierdził na Twitterze Matthew Pennycook, minister ds. brexitu w labourzystowskim gabinecie cieni. Problem w tym, że postulat referendum jest nie do zaakceptowania dla partii rządzącej, której już teraz grozi rozłam. Jak pokazał niedawny sondaż wśród partyjnych działaczy, ustąpienia premier Theresy May domaga się 80 proc. członków partii. W katastrofalnych dla partii czwartkowych wyborach lokalnych, Torysi stracili niemal połowę miejsc w samorządach. A prognozy przed wyborami do europarlamentu zwiastują absolutną klęskę konserwatystów i odpływ elektoratu do nowej Partii Brexitu Nigela Farage'a. - Wiemy, że kompromis z Partią Pracy może rozbić naszą partię, ale warto jest podjąć ryzyko, aby zakończyć impas brexitowy - zapewniał Stewart. Irlandia wciąż problemem Ale frakcyjne walki to nie jedyny kłopot. Jak bowiem zauważąją eksperci, ewentualne ponadpartyjne porozumienie wcale nie rozwiąże centralnego dylematu związanego z brexitem. Ten związany jest z granicą między Irlandią Połnocną i Irlandią. Aby granica pozostała niewidzialna - co jest gwarancją pokoju na wyspie - Wielka Brytania (lub sama Irlandia Północna) muszą pozostać w unii celnej. Sęk w tym, że taki stan jest nie do zaakceptowania przez dużą część zwolenników brexitu. Ci upierają się, że możliwe jest "rozwiązanie technologiczne", polegające m.in. na patrolowaniu granicy przez drony i kamery wspomagane sztuczną inteligencją. Ale samo brytyjskie MSW przyznaje, że najwcześniej takie rozwiązanie może zostać wprowadzone dopiero w 2030 roku.


Dodaj komentarz

Komentarze

Jeszcze nikt nie dodał komentarza!

Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz
Zobacz komentarze

Dodaj komenatrz

 

Śledź nas



Kursy walut